Zawarcie związku małżeńskiego jest bez wątpienia wielkim przełomem, zmianą w życiu dwojga, niezależnych jak dotąd ludzi. Od momentu wypowiedzenia „tak” na ślubnym kobiercu tworzą oni całość i razem podążają przez życie, podejmując przy tym wspólne decyzje, planując bliższą lub dalszą przyszłość, są odpowiedzialni za siebie nawzajem – są uzupełnieniem dla siebie. Są pary, którym trudno jest się do tego przyzwyczaić, wcześniejsza niezależność odbija się siłą rzeczy na drugiej osobie, ciężko jest niektórym osobom przyzwyczaić się do nowego stanu cywilnego i uważają, że nie będą się „spowiadały” przed swoim partnerem. A przecież nie chodzi tutaj o spowiedź, lecz jedynie o szczerość, otwartość, uczciwość i wierność drugiej osobie. Jako młoda żona przyznam, że osobiście nie miałam z tym większego problemu, być może dlatego, że już przed ślubem mieszkaliśmy razem z moim obecnym małżonkiem. Patrząc z perspektywy czasu z czystym sumieniem stwierdzam, że jest to doskonała sprawa. Już przed ślubem można się „sprawdzić” i „doszlifować” ewentualne braki między swoimi charakterami, oczekiwaniami wobec drugiej osoby, aby po ślubie w pełni cieszyć się sobą i miłością, jaka nas spotkała. Ważne jest także dzielenie obowiązków od samego początku. Kobiety powinny przygotowywać swoich mężczyzn do tego, że wiele kwestii nie leży tylko w granicach ich obowiązków i na odwrót. Każdy z nas ma ręce i nogi – należy wymieniać się obowiązkami, aby każdy z partnerów potrafił zrobić wszystko. Sama próbuję angażować mojego męża do wszystkich, nawet najdrobniejszych, domowych czynności, mimo tego, że muszę się wtedy uzbroić w ogromną cierpliwość. Ale robię to dla naszego dobra, w ten sposób poniekąd usamodzielniamy się, uczymy się wiele rzeczy razem, a zarazem od siebie.
POLECAMY:
tanie gabloty ogłoszeniowe i informacyjne
Obrazy